W świecie filmów i seriali kulinarnych łatwo dziś o przesyt. Netflix od kilku lat regularnie serwuje widzom produkcje o restauracjach, szefach kuchni i gastronomicznym chaosie. „Nonnas”, które pojawiło się na platformie w 2025 roku, idzie jednak w zupełnie innym kierunku – i właśnie dlatego ogląda się ten film z tak dużą przyjemnością.
To nie jest kolejna dynamiczna opowieść o świecie fine diningu, nerwowym zapleczu restauracji i kulinarnych ambicjach. „Nonnas” stawia przede wszystkim na atmosferę, emocje i kuchnię, która od pokoleń była centrum rodzinnego domu.
Film opowiada historię restauracji prowadzonej przez włoskie babcie. Sam pomysł brzmi momentami niemal bajkowo, ale bardzo szybko okazuje się, że pod warstwą sosu pomidorowego, świeżego makaronu i rodzinnych przepisów kryje się opowieść o pamięci, samotności, relacjach i jedzeniu, które od zawsze było czymś więcej niż tylko posiłkiem.
„Nonnas” nie próbuje być kolejnym „The Bear”. Tutaj wszystko płynie wolniej. Kamera zatrzymuje się na dłoniach wyrabiających ciasto, gotującym się ragù, rozsypanej mące i twarzach kobiet, które przez całe życie gotowały dla innych. I właśnie w tych detalach tkwi największa siła filmu.
Twórcom udało się uchwycić coś, czego bardzo często brakuje współczesnym kulinarnym produkcjom – autentyczność. Kuchnia w „Nonnas” nie wygląda jak perfekcyjnie wystylizowany plan zdjęciowy przygotowany pod Instagram. Jest ciepła, trochę chaotyczna, pełna rozmów, wspomnień i prostych składników, które smakują najlepiej właśnie dlatego, że stoją za nimi emocje.
Ogromnym atutem filmu są oczywiście same bohaterki. Każda z nich wnosi do historii własny temperament, energię i kulinarne doświadczenie. Restauracja pokazana w filmie nie sprawia wrażenia sztucznego konceptu stworzonego na potrzeby scenariusza. Wręcz przeciwnie – podczas seansu bardzo łatwo uwierzyć, że takie miejsce mogłoby naprawdę istnieć i mieć kolejki gości ustawiających się pod drzwiami jeszcze przed otwarciem.
„Nonnas” to również film o tym, jak jedzenie potrafi budować relacje i przywoływać wspomnienia. Włoska kuchnia staje się tutaj językiem emocji – sposobem okazywania troski, bliskości i miłości. I chyba właśnie dlatego produkcja działa tak dobrze na widza. Nawet jeśli fabularnie momentami jest przewidywalna, nadrabia atmosferą, ciepłem i ogromną kulinarną przyjemnością płynącą z oglądania.
Netflix od kilku lat bardzo dobrze filmuje jedzenie, ale w „Nonnas” udało się osiągnąć coś więcej niż tylko estetyczne kadry. Podczas oglądania niemal czuć zapach czosnku, świeżej bazylii i długo gotowanego sosu pomidorowego. To kino comfort food w najczystszej postaci.
„Nonnas” nie jest filmem, który próbuje zmienić historię kina. To raczej spokojna, ciepła opowieść idealna na wieczór z lampką wina i talerzem makaronu. Produkcja, która przypomina, że najprostsze jedzenie bardzo często smakuje najlepiej – szczególnie wtedy, gdy stoi za nim historia i czyjeś doświadczenie.
I ostrzegamy – oglądanie filmu na pusty żołądek zdecydowanie nie jest najlepszym pomysłem 🍝








