KELNERZY – BRUDNE KUCHENNE SZTUCZKI

Kino ze smakiem

KELNERZY – BRUDNE KUCHENNE SZTUCZKI

Materiały Prasowe

Kelnerowanie to trudna profesja, o czym okazję miał przekonać się każdy, kto wykonywał tę pracę chociażby przez jeden dzień. Bycie miłym dla ludzi, którzy rzadko odwdzięczają się tym samym bywa frustrujące. Zwłaszcza, jeśli klienci okazują się grubiańskimi dowcipnisiami lub wyimaginowanymi przedstawicielami wyższych sfer, dla których rozrywką jest upokarzanie ludzi im „usługujących”. Na szczęście zmuszani do uśmiechu i wiecznego prezentowania wiecznego optymizmu kelnerzy i kelnerki mają swoją tajną broń, z której bezproblemowo mogą skorzystać na zapleczu. Oprócz werbalizacji swoich prawdziwych emocji, ciętych i wirtuozerskich obelg wymyślanych wraz z innymi pracownikami mogą oni użyć największej broni – swojej śliny i innych wydzielin dodanych w ramach zemsty do posiłku.

Pracę kelnerów od kuchni można poznać jednak nie tylko terminując w restauracji. W tym celu wystarczy obejrzeć amerykański film „Kelnerzy”, który w przeciwieństwie do wielu radosnych komedyjek obrazuje bardziej mroczną stronę tego biznesu. Ulubioną rozrywką filmowych kelnerów jest nietypowa gra polegająca na pokazywaniu sobie z zaskoczenia swoich genitaliów. Osoba, która spojrzała na narządy rozrodcze swojego kolegi otrzymuje za to kopniaka w pośladki, a obnażony punkty. Część ta niektórych zgorszy i obrzydzi, innych rozbawi, a zależy to od odporności na „uczelniany humor”. Oprócz epatowania genitaliami „Kelnerzy” pokazują również prawdziwą część tego zawodu, w którym klienci, którzy nie potrafią docenić atencji okazywanej przez obsługę, są tylko niewiele gorsi od tych, którzy zostawiają zbyt małe, „upokarzające” napiwki lub pochodzą spoza Ameryki i nie zostawiają ich wcale.

Oprócz rozterek i osobistych frustracji kelnerów, pomywaczy i kucharzy w „Kelnerach” pokazano również różnicę pomiędzy edukacyjnymi filmami dla nowego personelu, a brutalną rzeczywistością. Zamiast postulowanego szacunku do klientów i współpracowników, bohaterowie w niewybredny sposób werbalizują swe myśli i emocje i ekscytują się obleśną lub pociągającą cielesnością gości. Podawane jedzenie traktowane jest przez nich również w przedmiotowy sposób. Mięso kurczaka służy do pokazania „klasycznych” rodzajów prezentowania z zaskoczenia penisa, a steki które znalazły się na podłodze są bezproblemowo serwowane jeśli nie leżały na niej dłużej niż wynikałoby to z „zasady pięciu sekund”. Podobnie – zimne dania odgrzewane są w mikrofali, a domowe ciasto okazuje się dostarczonym przez centralę gotowym wyrobem.

W filmie Roba McKittricka jedzeniem, które pojawia się na ekranie jest pieczone mięso. Wszelkiej maści steki, krewetki i kurczaki serwowane są z pospolitymi frytkami, faszerowanymi ziemniakami i firmowymi sosami. Dania pojawiają rzadko, dodatkowo kontekst, w którym są prezentowane nie zachęca do jedzenia przed telewizorem, bo kto miałby ochotę na porcję lodów z polewą i bitą śmietaną, jeśli ta ostatnia wylewa się z półotwartych ust młodych miłośników marihuany? „Kelnerzy” to film, który można obejrzeć w gronie przyjaciół z paczką czipsów i niewyszukanym piwem, jednak raczej nie będzie to dobry tytuł będący uzupełnieniem miłego wieczoru z ukochaną osobą.

Kelnerzy (oryg. „Waiting”), 2005, reż. Rob McKittrick

Sylwia Czerniak

Sylwia Czerniak