STREET FOOD – Delhi

Kino ze smakiem

STREET FOOD – Delhi

Jedzenie, szczególnie uliczne, może być jednym z najlepszych sposobów na poznanie kultury.

Historie, które sobą opowiada, dotyczą każdego składnika, techniki i etapu tworzenia dania. Nawet jego nazwa pozwala snuć teorie, skąd danie się wzięło na tej konkretnej ulicy, w tym konkretnym mieście czy kraju. Street food opowiada historie ludzi, którzy go jedzą , przygotowują oraz historie ich poprzedników. Nigdzie nie widać tego lepiej niż w Delhi.

Trzecim przystankiem podróży Netflixa po ulicznych targach jest właśnie stolica Indii. Delhi to wielki kocioł, tygiel, w którym mieszały się kultury Radźputów, Tomarów, Mogołów, a nawet Brytyjczyków. Każda z tych grup zostawiła coś swojego, w architekturze, języku i przede wszystkim w kuchni. Dania takie jak potrawka nihari czy seekh kebab mają wspólne geny z daniami, które znajdziemy na ulicach Kairu, ale Delhi uczyniła je swoimi.

Mieszkańcy Delhi nie mają dwóch rzeczy; czasu i kuchni. Szybkie jedzenie uliczne jest koniecznością. Początkowo żywiło klasę robotniczą, dzisiaj karmi wszystkich. Od biznesmenów po malarzy, od studentów po murarzy, od bezdomnych po bogaczy. Niezależnie od klasy, zawodu czy kasty, każdy je na ulicy, często tej samej.

W każdym odcinku serialu poznajemy bliżej konkretnych kucharzy, którzy pielęgnują lokalne zwyczaje kulinarne

Przede wszystkim są to Mohammed Rehan, którego restauracja podaje gotującą się całą noc potrawkę nihari oraz Dalchand Kashyap z restauracji Mangla Chat Wale. Tego drugiego chaat (przekąska oparta na smażonym cieście z przeróżnymi dodatkami) tworzony jest z najlepszych składników, nawet kosztem przychodów. Zbudował swoją restauracje na rodzinnej filozofii, przedkładającej jakość ponad zysk, co paradoksalnie bardzo mu się opłaciło. Serial pokazuje za pomocą jego przeszłości trudy, które spotykają przedstawicieli niższych kast w Indiach.

W przeciwieństwie do Osaki i Bangkoku, jedzenia ulicznego Delhi nie spotkał żaden kryzys. Nie zostały wprowadzone żadne przepisy, mające na celu jego ograniczenie. Może jest to różnica kulturowa, może oznaka mniejszej gentryfikacji. A może tego, że bez jedzenia ulicznego mieszkańcy Delhi szybko umarliby z głodu, nie mając żadnej alternatywy. Jakikolwiek jest tego powód, jest to bardzo dobre. Ograniczanie jedzenia ulicznego to dziwny, sztuczny proces, prowadzący jedynie do odbierania miastom koloru, aromatu i smaku.

Przemysław Dudek

Przemysław Dudek