Film Morgana Spurlocka był pierwszym głośnym dokumentem na temat zdrowotnych skutków stołowania się w fast-foodach. Super size me warto obejrzeć również dziś, ponad 10 lat po jego premierze.
„Oczywista oczywistość”?
W 2004 roku dzieło Spurlocka wywołało niemało kontrowersji. Nie dlatego, że odkrywało prawdę, o istnieniu której nie mieliśmy pojęcia. Nikt w świecie nauki, dietetyki czy medycyny nie kwestionował przecież negatywnego wpływu fast-foodów na nasze zdrowie. Nad informacjami tego typu przechodziliśmy do porządku dziennego równie łatwo, co nad ostrzeżeniami „palenie zabija” na paczce papierosów.
Spurlock zrobił jednak coś, co sprawiło, że nasze myślenie o tym problemie uległo (przynajmniej na chwile) zmianie. Zademonstrował na własnym przykładzie jak krótkowzroczne jest nasze myślenie na temat zdrowia i do czego doprowadzić może dieta złożona jedynie z produktów dostępnych w restauracji pod żółtymi łukami.
Przyczyna zgonu: fast-food
Amerykański dziennikarz zafundował sobie odwrotność diety detoksykacyjnej, jednocześnie dość dokładnie (i z pomocą lekarzy) monitorując zachodzące w jego organizmie zmiany.
Co wykazała 30 dniowa dieta złożona tylko z produktów dostępnych w Mc Donald’s? Morgan przytył ponad 11 kilogramów, dwukrotnie zwiększył swoją szansę na zawał i choroby serca, otłuścił wątrobę. Ponadto zaczął cierpieć z powodu bólów głowy, depresji, wahań nastrojów i spadku libido. Pod koniec miesiąca nieomal przerwał eksperyment z powodu pogarszającego się stanu zdrowia, problemów z sercem i gwałtownym spadkiem kondycji. I choć wydaje się to przesadzone, lekarz, który monitorował jego zdrowie czuł się w obowiązku przygotować go na wypadek wystąpienia objawów (potencjalnie śmiertelnego) zawału. Dodajmy, ze bohater Super size me w 2004 roku miał zaledwie 34 lata.
Naciąganie faktów?
Oczywiście, Super size me stosuje szereg sztuczek mających przyciągnąć naszą uwagę. Morgan regularnie zdaje relacje ze swojego samopoczucia, wymiotuje big mac’iem na wizji i słucha jeżących włos na głowie proroctw lekarzy. Nikt przy zdrowych zmysłach nie stołuje się pod złotymi łukami bez przerwy, nawet przez tydzień, a co dopiero miesiąc, a brak ruchu i siedzący tryb życia prędzej czy później i tak doprowadzi nas do otyłości. Jednak to nie zabiegi narracyjne są w tym filmie najbardziej przekonywujące.
Nikt z ponad setki przepytanych dietetyków nie zalecił bohaterowi Super size me jedzenia fast-foodów. Lekarze, którzy analizowali wyniki badań Morgana byli zszokowani rezultatami. Jednak, to dopiero wizyta w gabinecie lekarskim ujawniła skutki Mc Donaldowej diety. Mimo, iż Spurlock przytył 11 kilo, wyglądał dużo zdrowiej niż przeciętny Amerykanin. Nie był otyły, na pierwszy rzut oka nie zdradzał symptomów jakiejkolwiek choroby. Mimo to, wystarczył tydzień Mc Diety, by przekreślić kilka lat wysiłku fizycznego i zdrowego odżywiania. O tym świat dowiedział się nie z badań lekarzy, a z dziennikarskiego eksperymentu.
11 lat później
Dziś wiemy znacznie więcej na temat szkodliwego wpływu przetworzonej żywności na organizm ludzki niż wiedzieliśmy jeszcze 11 lat temu. Tabele kaloryczne na odwrocie kolorowych reklam pełnią dziś w Mc Donald’s rolę serwetek. Niektóre stany zakazały sprzedaży napojów gazowanych i fastfoodów na terenach szkoły, regulując tym samym rynek produktów żywnościowych. Wywołało to rzecz jasna spór między zwolennikami wolności a tymi, którzy chcieli walczyć z dziecięcą otyłością dzięki regulacjom.
Świadkami podobnego sporu byliśmy niedawno nad Wisłą. W trosce o obwód pasa dzieci i młodzieży ze sklepików szkolnych zniknąć miały kolorowe słodzone napoje oraz tzw. śmieciowe jedzenie (w tym fast-foody). Jednak zamiast debaty o skutkach dziecięcej otyłości, mieliśmy ogólnonarodową debatę o soleniu zupy i dopuszczalności drożdżówek w sklepikach. Życie po raz kolejny pokazało, że od dnia premiery Super size me niewiele się w naszej mentalności zmieniło. I może właśnie dlatego warto film ten obejrzeć jeszcze raz.
Supersize me, USA 2004, reż. Morgan Spurlock








