Gdy na stole pojawiły się kalmary nie było można oderwać od nich wzroku. Długie paseczki w panierce podane z sosem aioli przygotowanym na bazie białej fasoli były cudownie świeże. Chrupiąca skorupka przygotowana z dodakiem cydru bardzo dobrze łamała się z każdym kęsem odsłaniając ciepłe i soczyste mięso kalmarów, które również bez problemu oddzielało się od pozostałej części. Wyrazista skórka doskonale współgrała z mięsnym środkiem.
Kolejnym tapas goszczącym na stole w Sueño stał się smażony syr – krokieciki z sera w panierce z caviche z buraków, jabłkiem i miso. Nietuzinkowa kompozycja zachwyciła mnie swoim smakiem. Każdy z serowych krokiecików spoczywał na jabłkowym musie, który zaskakiwał głębią jabłkowej esencji. Caviche z buraków doskonale współgrało z jadalnymi kwiatami, które uzupełniały pełnię serowej uczty. Serowe krokieciki rozpływały się w ustach. Ich panierka była idealnie chrupiąca, a każdy kęs odsłaniał ciepłe serowe wnętrze, które oprócz sera zawierało pociętą w paseczki żurawinę. Ser otwierał ogrom smaków pozwalając na uchwycenie głębi sera koziego i pleśniowego.
Razem z orzeźwiającą caipirinhą na stole pojawiły się również brokuły w tempurze ze słodkim sosem chili. Warzywa te nie miały ani cienia charakterystycznej kapuścianej nuty, która pojawia się w niektórych daniach. Spowijająca je „glazura“ miała przyjemnie miodowy smak przełamywany od czasu do czasu lekką ostrością chili. Brokułowe wnętrze nie nosiło ani cienia rozgotowania, sprawiając, że brokuły w tempurze można nazwać z powodzeniem tapas idealnym.
Tataki z tuńczyka z olejem sezamowym, mango i kapustą okazały się arcydziełem. Maślane kawałki ryby wręcz rozpływały się na języku pozostawiając cudownie tłusty filtr. Każdy z paseczków tuńczyka otoczono sezamem, który doskonale uzupełniał smak ryby (skórka miała lekko słonawy smak). Jeśli są wśród Was osoby, które faworyzują łososia, to po spróbowaniu tataki z tuńczyka w Sueño najprawdopodobniej, to właśnie on stanie się waszym osobistym numerem jeden. Marynowany tuńczyk smakował tak, jak gdyby był wędzony – można było wyczuć powalający smak dymu z sezonowanego drewna. Mięsisty środek każdego plasterka smakował jak najlepszej jakości świeży tuńczykowy tatar. Smak tataki z tuńczyka w Sueño trudno oddać słowami – trzeba go po prostu spróbować. Słodkie kawałki mango w połączeniu z pikantną kapustą ze świeżym chili stanowiły ciekawe dopełnienie tapas.
Przedostatnią kompozycją, którą miałam okazję próbować w Sueño był wege burgeritto z batatów z imbirem, japaleno, serem kozim, rukolą, pesto śliwkowym, aioli z białej fasoli i frytkami z polenty. Maślana bułka w której ukryto delikatny ser i mięsiste lecz dobrze ugotowane bataty świetnie radziła sobie z utrzymaniem składników. Duże kawałki frytek pozwalały na cieszenie się pełnią „amerykańskiego“ posiłku.
Na zakończenie prawdziwej uczty na stole pojawił się sernik waniliowy ze słonym karmelowym musem i glazurą kawową. Idealnie lekkie wnętrze sernika spoczywało na orzechowej warstwie, a wnętrze spowijała warstwa solonego karmelu. Sernik, w skład którego wszedł burbon rozpuszczał się w ustach – był bardzo lekki i delikatny – niemalże jak pianka. Zwieńczeniem wizyty w Sueño były nalewki produkowane przez restaurację, których powinna spróbować każda osoba odwiedzająca to miejsce. Wielowarstwowe kompozycje z prawdziwych ziół, owoców lub warzyw (np. nalewka marchewkowa) można pić nie tylko tradycyjnie w formie shotów, ale delektować się nimi małymi łykami – odsłaniają wtedy pełnię smaków i alkoholowego potencjału.
Podsumowując – Sueño jest idealny miejscem, w którym można celebrować ważne wydarzenia lub po prostu przyjść, by w gronie bliskich cieszyć się życiem. Prowadzona przez młodego Hindusa, który praktykował również we Francji kuchnia jest autorska, interesująca i obłędnie smaczna. Drinki, bez których spotkanie z tapas byłoby niepełne są przygotowywane również po mistrzowsku – kuszą smakiem, zawierają odpowiednią dawkę alkoholu i wyglądają bardzo estetycznie. Będąc w Warszawie do Sueño po prostu trzeba się wybrać.
Sueño, Oboźna 9, Warszawa.













