Bardzo lubię zdrowe jedzenie. Lubię też różnego rodzaju kasze. Bardzo nie lubię jednak (i dawałam już tej niechęci wyraz) przesadnie uduchowionego języka, który często pojawia się ostatnio w książkach okołokulinarnych, zwłaszcza tych mówiących o odtruwaniu organizmu, różnego rodzaju dietach eliminacyjnych, a przy okazji najczęściej o jodze i medytacji. Dlatego też do książki Qmam kasze autorki popularnego bloga Mai Sobczak podchodziłam z pewną dozą sceptycyzmu. Niektóre moje obawy się potwierdziły, książka nie jest jednak pozbawiona zalet.
Zacznijmy od negatywów: wstęp. Już na pierwszej stronie mamy panujące w duszy spokój i spełnienie, zgodę, prostotę i pokorę. Dalej następuje prezentacja ulubionych ziół autorki, które są, oczywiście, wspaniałe, ale których zalety wychwalać można na ciekawsze sposoby, niż zachwycanie się nad abstrakcyjnym “oczyszczaniem krwi” czy “właściwościami otwierającymi”. Bazylia – owszem – działa przeciwskurczowo i antybakteryjnie, ale co znaczy, że “kieruje energię w dół”? Mówiąc szczerze, najchętniej zabroniłabym używania słowa “energia”. Wszystkim.
Drugi minus to duża dość liczba przepisów, które dałoby się podsumować słowami “kasza z czymś”. Oczywiście formuła, w której wszystkie przepisy skupiają się wokół jednego składnika (choć w wielu odmianach), zawsze skutkować będzie pewną repetetywnością, jednak tu kolejne proste receptury na sałatki z kaszą i dania, w których zostaje ona wymieszana z warzywami, nieco nużą.
Fot. Materiały promocyjne

Natalia Mętrak-Ruda
Tłumaczka, kulturoznawczyni, pasjonatka kuchni. Wegetarianka, szukająca coraz to nowych sposobów na warzywa. Pisuje do czasopism i portali kulinarnych, pasjonuje się historią jedzenia.






